Takie tragiczne serie wypadków w wyższych górach niestety co jakiś czas się zdarzają. Dekadę temu w Tatrach w okresie świąteczno-noworocznym zginęło 14 osób.
Rozmawiałem o tym z Adamem Maraskiem, prowadzącym kronikę wypadków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
- Na szlaku nie wolno zachowywać się jak w korporacji. Mam taką obserwację, że ludzie idą w góry, w ogóle nie patrząc na warunki na szlakach. Takich przypadków jest coraz więcej. Może to wynika z obecnego stylu życia. Wielu pracuje w korporacjach, w których mają do wykonania pracę w określonym czasie, bez oglądania się na trudności. Tak zwany "deadline", czyli termin, do którego należy wykonać zadanie, jest stawiany na pierwszym miejscu. Tak ci ludzie są ukształtowani, tak postrzegają świat. Wydaje mi się, że tak też podchodzą do swojego hobby, czasu wolnego. Skoro ktoś taki zaplanował sobie, że wejdzie na jakąś górę, choćby szczyt był skuty lodem, to będzie się tam pchał. Bo tak sobie założył, może chce w ten sposób szybko i prędko odreagować relacje w korporacji, wie, że w innym czasie nie dostanie urlopu. I idzie w góry, nie oglądając się na niebezpieczeństwa, bo taki ma "deadline". I ten "deadline" okazuje się niestety granicą między życiem a śmiercią - przestrzegł.
I dodał: - Turysta nie zakłada, że nie wróci z wycieczki. Idzie dla sprawdzenia własnych sił, zmagania się z naturą, poszukiwania wolności, piękna krajobrazu. I dobrze, że ludzie mają taką pasję. Tyle że w tym gnaniu w góry trzeba zachować zdrowy rozsądek. Z tych czternastu ofiar, siedmiu po polskiej stronie Tatr i siedmiu po słowackiej, świąteczno-sylwestrowego tygodnia nikt pewnie nie myślał, że wycieczka może skończyć się tak tragicznie. Na tak tragiczny bilans wpłynęły fatalne warunki na szlakach. Oblodzone trasy, niczym szklane góry.
W 1989 roku mieliśmy po polskiej stronie Tatr w ciągu tygodnia także siedem ofiar. 28 stycznia 2003 roku lawina pod Rysami porwała wycieczkę szkolną z Tychów. Zginęło siedem osób. Na dodatek dzień później rozbił się śmigłowiec TOPR-u.
Adam Marasek powtarza: - Wielu wypadków można byłoby uniknąć, gdyby ich ofiary dobrze wcześniej przeanalizowały komunikat turystyczny, który jest codziennie publikowany przez górskie służby.
Także w Alpach.