Warto przeczytać
portret reżysera jeszcze przed seansem – w końcu “Ojczyzna” to również historia wybitnego twórcy powracającego do rodzinnego, choć innego krajobrazu. "To też opowieść o starszym człowieku, niewiele starszym ode mnie, który próbuje zrozumieć świat (...). Różne tropy, które pojawiają się w tej opowieści, są mi dobrze znane -
mówił Pawlikowski Annie Tatarskiej.
Jego powojenną trylogię łączy nie tylko zdyscyplinowana, oszczędna forma, ale też głęboki humanizm. Pawlikowski sięga po poetyckie środki, osadza swoje filmy w burzliwej historii, ale w ich centrum pozostaje człowiek: jego pragnienia, wybory, błędy, ale i momenty wielkości. To spojrzenie, którego potrzebujemy dziś nie mniej, niż w połowie XX w.
Ale na "Ojczyznę” cieszę się też z innego powodu:
Sandry Hüller, którą uwielbiam od czasu “Toni Erdmann” - i nie jestem w tym odosobniona. Niemiecka aktorka jest równie magnetyczna w roli intelektualistki oskarżonej o zamordowanie męża, mieszczanskiej żony Rudolfa Hoessa, robiącej korporacyjną karierę menadżerki na krawędzi załamania. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć ją jako Erikę Mann.