Wtorek, 3 lutego 2026
dziennikarka kulturalna Wyborczej
Akta sprawy dotyczące afery pedofilskiej Jeffreya Epsteina to miliony stron, a w miniony piątek Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował z nich ponad trzy miliony. Donald Tusk chce, by specjalna komisja przebrnęła przez nie i zbadała tym samym pojawiające się w nich wątki polskie. Premier na konferencji we wtorek dodał, że w skandalu ujawniono "pierwsze informacje dotyczące osobników, którzy na przykład informowali z Krakowa pana Epsteina, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt". Dodał, że takich śladów jest w sprawie więcej. - Dlatego będę prosił zarówno prokuratorów, jak i służby specjalne o bardzo szczegółową, szybką i rzetelną analizę, plik po pliku, każdego dokumentu w tej chwili dostępnego w domenie publicznej - przekazał premier.

Dokumenty od chwili publikacji wywołują wiele emocji. W sprawie Epsteina najwięcej uwagi przyciągnęli ostatnio występujący gęsto w ujawnionych dokumentach Bill Gates i Elon Musk oraz kulisy ich znajomości z Epsteinem. Ale w odtajnionych aktach znajdziemy też nazwiska wielu ich kolegów z biznesu. Pisze o tym Kasia Bielecka.

Wojtek Czuchnowski donosi, że prezydent Nawrocki nadal nie podpisał awansów na pierwszy stopień oficerski funkcjonariuszy służb specjalnych. Dowiedział się również, jakich informacji zażądał prezydent przed podjęciem decyzji. Według źródeł Czuchnowskiego, Kancelaria chce, by wnioski zostały rozszerzone o szczegółowe dane: termin i czas szkolenia, dotychczasowy przebieg służby, nazwy jednostek, w których odbywała się służba, oraz działania, które poszczególni kandydaci prowadzili w ramach swojej pracy. W ten sposób ludzie prezydenta chcieli "wyłapać" nazwiska funkcjonariuszy z ekipy, która w marcu 2024 r. na polecenie prokuratury zatrzymała ks. Michała Olszewskiego.

W ten intensywny wtorek Maciej Stasiński pisze o zbliżającym się spotkaniu prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Kolumbii Gustavo Petro, którzy spróbują pogrzebać wrogość. A może to być trudne, bo lista wzajemnych oskarżeń jest długa.

Z Maćkiem Szczerbowskim, polsko-kanadyjskim reżyserem nominowanym do Oscara za film "The Girl Who Cried Pearls", na łamach “Wyborczej” rozmawia Dawid Dróżdż. - Takich rzeczy jak nominacja do Oscara się nie oczekuje. To decyzje, które są poza twoją kontrolą. W nagrodach nie chodzi przecież o sprawiedliwość, tylko o demokratyczną decyzję jury. Łatwiej przygotować się na klęskę - mówi mu filmowiec.

A co opowiada o swoich korzeniach i polskiej animacji? – Nie mam poczucia, że film animowany jest czymś mniej poważnym. W Kanadzie funkcjonuje National Film Board, który od dekad inwestuje w animację. To po prostu inna forma sztuki – ani lepsza, ani gorsza.

I jeszcze na koniec, drodzy Państwo: uważajcie na siebie! Opady marznącego deszczu – a z nimi gołoledź – potrwają prawie do końca tygodnia i mają się przesuwać z południa na północ Polski. 
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ