9-letni Franek Kaziród zbiera pieniądze na swoje leczenie. Choć na jego koncie na portalu Siepomaga jest już 7 milionów, wciąż brakuje mu ponad połowy potrzebnej sumy. A Franek walczy o życie. Choruje na Dystrofię Mięśniową Duchenne’a, rzadką chorobę uwarunkowaną genetycznie, która dotyka głównie chłopców i polega na postępującej degeneracji mięśni. Prowadzi do niepełnosprawności ruchowej, a w końcu, kiedy posłuszeństwa odmówi także mięsień sercowy, do śmierci.
Na DMD oficjalnie nie ma lekarstwa; w Polsce stosuje się jedynie leczenie objawowe. Niedawno jednak amerykańska FDA dopuściła eksperymentalną terapię genową Elevidys, która zatrzymuje rozwój choroby. Polscy lekarze są sceptyczni, bo terapia, wciąż na etapie badań klinicznych, nie została zaakceptowana przez europejską EMA.
Jednak dla chorych dzieci to w tej chwili jedyna nadzieja. Ich rodzice próbują więc zebrać tę kolosalną kwotę; na portalu Siepomaga jest w tej chwili 35 zbiórek dla chłopców z DMD. Mogą jednak liczyć tylko na indywidualną, oddolną pomoc ludzi dobrej woli.
Dlaczego są pozostawieni samym sobie? Czy państwo nie powinno ich wesprzeć? Czy możliwa jest refundacja leku lub wsparcie w negocjacjach cenowych i refundacja opieki medycznej?