| Warto wiedzieć, co się działo w tym tygodniu w polityce. Bo polityka nas dotyka.
Mamy do czynienia z realnym niebezpieczeństwem – tak prezydenckie weto do europejskiego programu SAFE komentuje Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, szef MON.
W rozmowie z Dorotą Roman wicepremier mówi wprost: “Weto wobec ustawy SAFE to decyzja bez precedensu w historii III RP, która uderza w fundamenty modernizacji polskiej armii, Policji oraz Straży Granicznej. Co gorsza, może ona realnie spowolnić budowę infrastruktury niezbędnej dla mobilności wojskowej, kluczowej w obecnej sytuacji geopolitycznej. To weto to błąd. To weto jest niebezpieczne. To weto nie buduje bezpieczeństwa Polski.
To pierwsza tak fundamentalna ustawa zawetowana przez któregokolwiek z prezydentów. Od Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, przez Bronisława Komorowskiego, aż po 10 lat kadencji Andrzeja Dudy – żaden z nich nie zdecydował się na taki krok. Dotychczas interes narodowy zawsze wygrywał z partyjnymi kalkulacjami, a bezpieczeństwo było sferą wyjętą poza nawias bieżącego sporu. Teraz interes partyjny napisał to weto dla pana prezydenta.
Wicepremier opowiadał, że wprowadzenie programu SAFE ustawą miało taki cel, by „SAFE był programem wspólnotowym i łączył, a nie dzielił”.
Nie wyszło.
Ale nie tylko dlatego, że prezydent kierował się interesem swojego, narodowego obozu politycznego, którego zresztą czuje się przywódcą. Też dlatego, że rząd pokpił sprawę. Nie przekonał obywateli do tego projektu, nie przygotował kampanii informującej o konieczności budowy systemu obrony już teraz, ale na lata, na pokolenia. Nie pokazał go jasno na szczegółach, tłumaczących konkretne korzyści dla konkretnych grup w konkretnych miejscach.
Rząd ma więc plan B. - Nasz "plan B" – mówi Kosiniak-Kamysz - to powrót do istniejących już narzędzi - będziemy korzystać z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, stworzonego przez naszych poprzedników. Jednak to rozwiązanie jest gorsze. Chcieliśmy stworzyć instrument z ustawowymi gwarancjami dla budżetu MON, co było kluczowe dla dowódców i sztabowców. Ta poprawka była fundamentalna i – co paradoksalne – sam prezydent o nią wcześniej zabiegał. Ostatecznie jednak ją odrzucił. Ustawowy SAFE byłby po prostu bezpieczniejszym i lepszym narzędziem.
To kolejny plan B. Był taki i przy obsadzie KRS.
Plan B był niezbędny, bo mimo wygranych wyborów rządzącej koalicji nie udało się naprawić KRS – wyjaśniała Ewa Ivanowa. - Dwie próby zreformowania rady drogą ustawową poprzez przekazanie prawa wyboru z rąk polityków w ręce sędziów zakończyły się porażką. Poprzedniej ustawy nie chciał podpisać prezydent Andrzej Duda, a kontrolowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny wyrzucił ją do kosza. Kolejną - uchwaloną w styczniu - zawetował prezydent Karol Nawrocki.
Nawrocki nie zaprzysięga nowowybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
A przecież nie przyjmując ślubowania od sędziów TK, przyznał sam sobie prawo orzekania (bo wyrok tego TK w tej sprawie to nie prawo, to polityka), czy sędziowie zostali wybrani prawidłowo. Prezydent wchodzi w kompetencje Sejmu.
Nieprzyjęcie ślubowania od nowo wybranych sędziów spowoduje niewątpliwie jeszcze większe perturbacje w Trybunale Konstytucyjnym. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiada, że jeśli Nawrocki tego obowiązku nie wykona, sędziowie mogą złożyć ślubowanie przed Sejmem i Senatem lub marszałkiem Sejmu. Ale czy tak zaprzysiężeni zostaną wpuszczeni do budynku TK? Nietrudno sobie wyobrazić, że Bogdan Święczkowski, prezes Trybunału, wyda rozkaz, by zostali pod drzwiami. Gabinet Tuska za chwilę stanie się rządem zarządzającym planami B. Plan B stanie się planem A.
| | | |
|