Wtorek, 4 sierpnia 2026

Anna Woźniak
dziennikarka Wysokich Obcasów


- Moja Ania jeszcze nie ma okresu, a chyba już powinna. Twoja Kasia już ma?
- Tak, choć jest rok młodsza od twojej córy. I chłopaka też już ma. Twoja też niczego sobie, pewnie zaraz zaczną się koło niej kręcić różni.
- A gdzie tam! Zobacz jako ona chudziutka. I włoski też takie mizerne.

Stałam i słuchałam rozmowy mamy z jej koleżanką, którą spotkała pod sklepem spożywczym na osiedlu. Stałam, ale jakby mnie tam nie było. To znaczy ja paliłam się ze wstydu, chciałam zniknąć, uciec jak najdalej na moich chudych nogach, ale dla nich – dorosłych kobiet byłam niewidzialna. Miałam niespełna 13 lat, ale doskonale pamiętam to okropne uczucie zażenowania, ale i złości. Dlaczego o mnie rozmawiacie?!?! Dlaczego o mnie, ale bez mnie?!?! Chciałam krzyknąć: „Stop. Ja tu jestem! Odczepcie się od mojego okresu i moich włosów”. Ostatecznie nic nie powiedziałam, chyba potem trochę sobie popłakałam w pokoju.

Przypomniałam sobie tę historie, kiedy rozmawiałam z psycholożką, doktor Magdaleną Śniegulską, o tym, jak język, którego używamy wobec dzieci – mówiąc do nich, ale i on ich, może na nie wpływać.

Niewinne słowa wypowiadane w kierunku tych, których tak bardzo kochamy. Bombelki, śpiące królewny, leniuszki, pan zapominalski, mój grzeczny chłopczyk, moja piękna córeczka – z jednej strony epitety pełne miłości, z drugiej... No właśnie? Czy zastanawialiście się kiedyś, jak mogą czuć się dzieci, do których przylgnęła taka etykieta? Jako test proponuję pomyśleć o sobie, jako zawsze najpiękniejszej. Albo tym, któremu się ciągle nie chce. Jak się z tym czujecie?

Istnieje przekonanie, że używanie ironii czy sarkazmu jest przejawem inteligencji. Może. Ale czy mielibyście odwagę mówić tak do swojego szefa? Co, gdyby nie zrozumiał waszego sarkastycznego żarciku? Dlaczego więc zakładamy, że 10-latek załapie w mig ironię? A gdy nie załapie, będzie się czuł jak ty na imprezie, gdy jako jedyna osoba w pokoju nie rozumiesz kawału. Z tą różnicą, że 10-latek przeżyje to mocniej, bo nie ma dystansu osoby dorosłej i wszystko bierze do siebie.

Kolejna sprawa – mówienie o dziecku, jak by go nie było. – Zobacz, przecież on w ogóle nie radzi sobie w wodzie! Rusza się jak ostatnia oferma – usłyszałam ostatnio nad jeziorem. Ta oferma miała około siedmiu lat i próbowała wejść na dmuchany materac, ale jej nie wychodziło. Gdy jedna noga już była na materacu, druga jakoś nie miała siły się na niego wspiąć. Bam! I materac był na jego głowie. Miałam wrażenie, że chłopiec całkiem dobrze bawi się walcząc z dmuchanym potworem, jego rodzice byli innego zdania. Stali obok i głośno wymieniali się spostrzeżeniami o jego nieudolności. Nie wiem, jak poczuł się siedmiolatek. Wiem, że mi byłoby cholernie przykro słysząc takie słowa.

Mogłabym jeszcze wymieniać grzechy dorosłych wypowiadane w kierunku dzieci. Każdy z nas przynajmniej raz powiedział coś, czego później żałował. Pewnie też nieraz słyszeliśmy przykre rzeczy będąc dziećmi.

Ale można inaczej. Można próbować mówić do dzieci i o dzieciach uważnie, mądrze. Patrzeć na nie z ciekawością, nie definiować, nie dowalać żartem. Mówić do nich tak, jak byśmy chcieli, żeby ktoś z nami rozmawiał. A gdy jednak, w emocjach jakieś dziwne słowo, czy zdanie wyskoczy nam z ust, proponuję przeprosić. Słowami można zranić, ale też dużo naprawić.

POLECAMY

'Nie wstyd ci?'. To najboleśniejszy pocisk, którym możemy trafić dziecko
'Dzieci nie rodzą się z przekonaniem, że są niewystarczające. Ale się tego uczą. Czasem z pozornie niewinnych zdań wypowiadanych przy rodzinnym stole'. O tym, dlaczego język rodziców staje się wewnętrznym głosem dziecka i jak nieświadomie przekazujemy mu własne lęki, rozmawiamy z Zofią Ożarek-Wodzinowską, która prowadzi na Instagramie profil @migatomama.
CZYTAJ WIĘCEJ

DZIECI I PRZESTRZEŃ

BYĆ MAMĄ

REKOMENDACJE DLA CIEBIE