Baasch schodzi z klubowego parkietu, by trafić na salony dawnej Warszawy
Sponsor newslettera:
Fabryka Norblina

Piątek, 18 września 2026

Jarek Szubrycht
dziennikarz działu Kultura

Bardzo mi przykro, że nie będę dzisiaj mógł się z państwem posprzeczać o "Lalkę" Pawła Maślony, ale jeszcze jej nie obejrzałem. Dobrze się jej za to przysłuchałem. Muzykę do serialu skomponował Bartosz Schmidt, na scenie posługujący się pseudonimem Baasch. Fani ambitnej muzyki tanecznej znają go doskonale, branża go ceni (co potwierdziła choćby Fryderykiem za album "Noc"), a największe festiwale zapraszają regularnie.

Ambicje i możliwości Baascha od zawsze wykraczają jednak poza klubowe i festiwalowe sceny. W 2013 roku stworzył ścieżkę dźwiękową do "Płynących wieżowców" Tomasza Wasilewskiego, z "Balladyny" (w adaptacji Oskara Sadowskiego) zrobił electro-horror, a jego muzyka do serialu "Czarna śmierć" Kuby Czekaja trafnie podkreślała splot zagrożenia i zakłamania.

"Lalka" jest inna, bo muzyka Baascha po raz pierwszy została zagrana wyłącznie na instrumentach akustycznych, co z pewnością dało mu nowe możliwości, ale też przyniosło nieznane wcześniej ograniczenia. Do współpracy zaprosił znakomitych instrumentalistów, to jasne, ale także artystów, którzy podobnie jak on postrzegają muzykę jako wyzwanie i zarazem dostrzegają w niej nieograniczony potencjał, by wymienić Michała Pepola (wiolonczela) czy Tomasza Mreńcę (skrzypce).

Muzyka w "Lalce" brzmi zatem organicznie, naturalnie, w harmonii z kostiumami i scenografią odsyłającymi do przeszłości, jednak nie jest stylizacją na hity z epoki. Baasch nie udaje Dvoráka ani Brahmsa. Wyraziste, chwytliwe, neoklasyczne tematy, będące bezpośrednią odpowiedzią na potrzeby struktury dramatycznej serialu, oplatają tu zniuansowane i zdecydowanie współcześnie brzmiące didaskalia – raz subtelne, innym razem ponure i gwałtowne.
Oglądając serial, pewnie nie wszystkie smaczki da się wyłapać, dlatego bardzo się cieszę, że muzyka do "Lalki" jest dostępna również poza ekranem.

Bartosz Schmidt nie jest kompozytorem z wykształcenia, choć ma za sobą etap edukacji muzycznej. Wybrał studia psychologiczne, które może i nie przygotowują do pracy nad partyturą, ale przecież znajomość natury ludzkiej jest najlepszym ekwipunkiem na wyprawę w głąb "Lalki".

Nie widziałem jeszcze serialu, ale w weekend zabiorę się do nadrabiania zaległości. Z nadzieją, że jest tak dobry jak jego ścieżka dźwiękowa. A kto serial ma już za sobą, może spędzić ten czas, wsłuchując się w nowe płyty.

Tylko dzisiaj ukazały się krążki Artura Rojka, Mroza i Misi Furtak, a na świecie m.in. Becka, Miley (dawniej znanej jako Miley Cyrus), Agnes Obel, Echo & the Bunnymen i Orville’a Pecka. Nową, pięćdziesiątą płytę do swojej dyskografii dołożył też weteran Neil Young. Zamyka ją ballada "I’ll Love You Forever" – "Zawsze będę cię kochał". Też w sumie mogłaby się znaleźć na ścieżce dźwiękowej "Lalki".

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA